kategoria: wyszperane
RescueTime (nie)pomaga w organizacji czasu?
23.04
20085 opinii
O RescueTime.com większość z Was zapewne usłyszała w listopadzie zeszłego roku, kiedy to na blogach pojawiły się wzmianki o otwartych betach i możliwości wypróbowania tegoż serwisu. Ilu z Was zaczęło wtedy monitorować swój czas? A ilu z Was w dalszym ciągu ma problem z “za krótką dobą”?
Czas, chcąc nie chcąc, marnuje każdy z nas. A co najśmieszniejsze, najwięcej marnujemy go w pracy. Wszystko fajnie, jeśli pracujemy za określoną pensję i to czy akurat liczymy coś w Excelu czy układamy pasjansa nie ma wpływu na wypłatę. Inaczej ma się sprawa w przypadku freelancerki. A już najgorszym wariantem jest freelancerka uprawiana w domu, gdzie najwięcej jest wszelkiego rodzaju “rozpraszaczy”. Ci którzy “pracują” od 8 do 16 za stałą pensję powinni bać się narzędzi typu RescueTime. Szef w przypadku spadku produktywności może zacząć monitorować działania swoich pracowników i na tym skończy się gra w Sapera i pogaduchy na Gadu w godzinach pracy. Ci którzy pracują dla siebie RescueTime.com powinni pokochać (i jednocześnie - za bezwzględność - znienawidzić).
Czym jest i jak działa RescueTime.com?
To narzędzie, dzięki któremu możemy monitorować naszą aktywność, wydajność i produktywność w pracy przy komputerze. Po założeniu konta ściągnąć należy niewielki program, który będzie zbierał i przesyłał wszelkie dane potrzebne do sporządzenia statystyk. Przesyłane informacje są całkowicie bezpieczne a polityka prywatności firmy w żadnym wypadku nie daje możliwości wykorzystania danych do celów, które mogłyby nam się nie spodobać.
Następnym krokiem jest otagowanie najczęściej używanych programów i stron www (domeny najczęściej używane określamy na tzw. białej liście domen dostępnej w opcjach programu) i określenie stopnia ich produktywności. I to właściwie najbardziej czasochłonny proces. Warto dłużej zastanowić się nad tagami, nie używać ich za dużo. A produktywność każdego z programów ocenić rzetelnie. Osobiście używam zaledwie dziewięciu tagów i to w zupełności wystarcza do określenia stopnia mojego lenistwa.

Teraz wystarczy usiąść i robić dokładnie to co zwykle. Po tygodniu zajrzyjcie w statystyki, a gwarantuję, że będziecie zaskoczeni wynikami. Zaskoczeni niekoniecznie pozytywnie.
Wyniki, produktywność i wydajność
RescueTime oprócz przejrzystych wykresów obrazujących czas spędzony na danej czynności przedstawi Wam także ocenę wydajności i produktywności. Wydajność to stosunek czasu spędzonego na czynnościach produktywnych do czasu spędzonego na “rozpraszaczach”.
Produktywność natomiast określa czas jaki poświęciliśmy na czynności produktywne (masło maślane). Dokładne wyjaśnienie sposobu obliczania tych dwóch wskaźników przeczytacie w dziale pomocy serwisu.
Określanie ambitnych celów
RescueTime pozwala obierać różnego rodzaju cele. Nie więcej niż 1 godzina na youtube.com dziennie? Przynajmniej 20 godzin tygodniowo spędzonych na pracy? Maksymalnie 10 godzin filmów miesięcznie?

Wykres każdego z celów (oznaczony na czerwono lub zielono - w zależności od tego jak nam idzie dążenie do niego) można na bieżąco obserwować na głównej stronie swoich statystyk.

I wbrew pozorom wcale nie jest łatwo. A to dlatego, że RescueTime zlicza czas używania danego programu tylko wtedy jeśli naprawdę w danej chwili w nim pracujemy. Przykład? Pracuję w Photoshopie - oznaczonym tagiem “work”. Potrzebuję zdjęcia. Minimalizuje Photoshopa i przeglądam dyski w poszukiwaniu odpowiedniej fotografii - mimo, że teoretycznie wciąż pracuję, program tego nie widzi. Niestety takich…
… przykrych niespodzianek jest więcej
Nie możemy otagować przeglądarki internetowej, a jedynie poszczególne domeny. Pojawia się problem subdomen i nie zliczania ich przez RescueTime. Przykład? DeviantART, gdzie adres każdej z prac składa się z subdomeny z nazwą autora.
Stopni produktywności jest zdecydowanie za mało. Moim zdaniem każdy tag powinien mieć minimum 10-stopniową skalę produktywności. Przykład? Zarówno oglądanie filmów jak i rozmowa na Gadu przynoszą niewielkie korzyści. Jednak czasem na Gadu zdarza się porozmawiać z klientem czy współpracownikiem - a to już coś.
Mimo wszystko jednak warto
Choćby dlatego, że serwis pokazuje okrutną prawdę dotyczącą wykorzystania czasu. Marnujemy go mnóstwo i to na takie pierdoły, że w głowie się nie mieści. 1,5h w kwietniu spędziłem na Pudelku! Ponad 8h przegadałem na Gadu! Prawie 68h (to prawie 3 doby) spędziłem na przeglądaniu sieci. Najgorsze jest jednak to, że pracowałem zaledwie 17h.

Wystarczyłoby podnieść słupek pracy o połowę, a w krótkim czasie stałbym się człowiekiem naprawdę bogatym (; Wypróbujcie RescueTime i podzielcie się wrażeniami w komentarzach. Ciekaw jestem Waszych reakcji po zobaczeniu swoich czerwonych słupków.
Zachęciłeś mnie tym wpisem. Nie ma co, muszę się zarejestrować. Dam znać za kilka dni.
Ten, no…Service Temporarily Unavailable
The server is temporarily unable to service your request due to maintenance downtime or capacity problems. Please try again later.
@rav, racja. coś się kaszani dziś. ale to pierwszy raz od czasu kiedy korzystam. Każdy ma chwile słabości. Trochę szkoda, RT zaczął padać akurat dziś, kiedy napisałem to co napisałem. Tych, którzy zdecydują się zarejestrować, taki powtarzający się 503 skutecznie pewnie zniechęci.
albo mi sie wydaje albo rescue time zle zlicza czas.
przez godzine przegladalem youtube, a program naliczyl mi tylko 16 minut. obawiam sie, ze program jest zalezny od uzywania klawiatury badz myszki, co psuje koncowy wynik. no chyba, ze przeoczylem jakies ustawienia, lub pod uwage brane sa ciasteczka przegladarki, ktore mam domyslnie wylaczone.
Miałem to napisać już kilka tygodni temu, ale…
Programu w ogóle nie zainstalowałem. Podczas instalacji wywaliło jakiś błąd, że nie mam jakiegoś pierdółka od Microshitu. OK, wchodzę na stronę, zasysam te 20MB i odpalam instalację i znowu to samo - nie mam czegoś od Microsoftu i muszę zassać jeszcze jeden program z ich strony. Wkurzyło mnie to trochę i porzuciłem Rescue Time.